29.9.11

Rozpierdolony do tego stopnia, że ciężko mi odróżnić gdzie rzeczywistość, a gdzie sny - wracam ściśle wytyczoną ścieżką do (nie)mojego miejsca.
Cały dzień bez słowa w kierunku kogokolwiek (nie licząc pani ze sklepu SPOŁEM) potrafi zrobić dużą  implozję w myślach.
A to nie do końca bezpieczne.
Szczególnie takiego dnia.
Kiedy muszę Cię widzieć, czytać, czuć, spijać każde słowo, spojrzenie, gest. W postaci jakiejkolwiek. Muszę.
Kiedyś było: dziękuję, że jesteś. 
Dziś wypada powiedzieć: przepraszam, że jestem.


Kulko, dlaczego spokój zaczyna się dokładnie tam gdzie Ty?


Ł a k n ę .